6 rzeczy, których nie wiesz o noszeniu soczewek kontaktowych

Pomysł na ten wpis śmignął mi przez synapsy, gdy pewnego razu w środku nocy – zaraz po tym, jak zwlekłam swój odwłok z kanapy i doczołgałam się do łazienki – próbowałam wydłubać sobie soczewki kontaktowe z oczu. Wadę wzroku mam teoretycznie od dzieciaka. Przez pierwsze kilka lat nawet o niej pamiętałam, bo przypominały mi o tym noszone na nosie okulary. Potem związałam swój los z soczewkami i zupełnie przestałam się faktem bycia ślepą kurą przejmować. Gdy jednak owej nocy jeździłam palcem po oku w poszukiwaniu przyklejonego do niego kawałka sylikonu, wpadło mi do głowy, że przecież z noszeniem soczewek wiąże się szereg zabawnych sytuacji, o których większość ludzi nie ma nawet pojęcia. No bo na przykład…

  1. … takie gmeranie sobie w oczach nagle urasta do rangi super mocy. Serio. Podobno większość ludzi ma problem z tym, żeby włożyć sobie palec do oka i go dotknąć. Ci, którzy noszą soczewki robią to na zawołanie. I do tego wzbudzają tym powszechną sensację, jakby conajmniej nagle okazało się, że potrafią unieść ponad głowę małą ciężarówkę. Wow! Dotykasz oka! <przerwa na wzdrygnięcie się> Ale czad! Więc jeśli nosicie soczewki, to już wiecie jak łatwo można zostać bohaterem imprezy.
  2. Poza tym osoby noszące soczewki lubią myśleć o sobie jak o członkach niezwykle ekskluzywnego i tajnego klubu. No bo żeby zorientować się, że ktoś ma wadę wzroku i nosi soczewki, to trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć i na co zwrócić uwagę, a i tak postronny, nie mający na co dzień nic do czynienia z soczewkami obserwator nie zauważy tych subtelnych, ledwo widocznych, przezroczystych obwódek wokół tęczówki. Tu trzeba się wykazać spostrzegawczością godną Sherlocka Holmesa. Ty zauważasz, noszący w aurze konspiracji potwierdza i nagle czujecie się jak para szpiegów, której udało się wzajemnie zdemaskować. Nawet nie wiecie, ile przyjaźni rozpoczyna się od słów „To co: jednodniowe, czy miesięczne?” 😉
  3. Wszystko pięknie ładnie, ale soczewki bywają też denerwujące. Raz na jakiś czas każdemu zdarza się tzw. „SYNDROM IRYTUJĄCEJ SOCZEWKI”. Bo oko za suche, bo paproch, koci kłak, albo jesteś pierdołą i udało ci się założyć ją na lewą stronę i nagle przez cały dzień nie dość, że nic nie widzisz, bo się franca przykleja nie tam, gdzie powinna, to jeszcze godzinami na zmianę dłubiesz i mrużysz, dłubiesz i mrużysz, żeby ją jakkolwiek poprawić, co skutkuje jedynie tym, że i tak sama w końcu wypadnie, albo musisz się jej z oka pozbyć, a ten misterny makijaż, który rano zajął ci miliony minut, nagle zamienił się w serię niezidentyfikowanych, kolorowych plam i zacieków. A podobno noszenie soczewek jest takie wygodne!
  4. Soczewki soczewkami, ale czasem trzeba też założyć okulary. Nie wiem, jak to wygląda u innych, ale ja zauważyłam, że w moim przypadku okulary służą tylko do jednego – do lokalizowania znajdujących się na wysokości głowy przedmiotów. Zderzam się oprawkami praktycznie ze wszystkim, a do tego kręcę głową jak te dyndające samochodowe pieski, bo nagle się okazuje, że jakiś kawałek plastiku bezczelnie zawęża mi pole widzenia. Zabawne, nie? Robi się jeszcze śmieszniej, kiedy uprę się, żeby prowadzić w okularach samochód – mówię wam, wtedy staje się legendą wszystkich okolicznych skrzyżowań…
  5. Soczewki są niesamowitym ułatwieniem, nawet w przypadku tak prozaicznej czynności, jaką jest krojenie cebuli. Nie żebym robiła to częściej niż raz na miliard lat (zresztą i tak nie umiem 😉), ale zawsze dziwiłam się, że ludzie tak na te cebule narzekają – no przecież mnie jakoś nad nią oczy nie łzawią! Dziwić się przestałam, gdy raz spróbowałam zrobić to, mając na nosie okulary… W tym momencie jeszcze bardziej pokochałam swoje soczewki – nie miałam świadomości, ile podłych doznań mnie dzięki nim omija…
  6. Co ciekawe – i chyba nie tylko ja tak mam – ale na co dzień świadomość wady wzroku jakoś mi umyka. O ile oczywiście nie założę okularów, albo nie mam syndromu irytującej soczewki, to moja potencjalnie dość znaczna ślepota wcale nie jest uciążliwa. Soczewki są dość wygodne, łatwe w obsłudze, nie muszę tak się o nie trząść, jak o oprawki, nie muszę myśleć o specjalnych okularach przeciwsłonecznych, czy goglach narciarskich, a gdybym uprawiała jakiś sport (no w tym życiu nie planuję, ale gdyby mi kiedyś przypadkiem odbiło), to okulary by mi w tym nie przeszkadzały – więc generalnie, pomimo wady wzroku, mam luz.

To co, ktoś tu nosi soczewki?

Do napisania!

podpis

Sg!

  • Ha, ubawił mnie ten post, szczególnie, że soczewki noszę już 14 lat :D Chwała temu, kto je wymyślił.

  • Haha jakie to prawdziwe! też noszę soczewki, szczególnie wkurza mnie w tym wszystkim czasami ta uwierająca wredna franca :) i faktycznie się ludzie dziwią że potrafię dotknąć swojego oka:D pozdrawiam!

    • Tak w ogóle to uświadomiłaś mi dlaczego nie płaczę przy krojeniu cebuli:D super moc!!

  • Ola

    Znam dobrze każdy z tych punktów. Niestety, odkąd od niedawna noszę tylko jedną soczewkę (ta zmiana sama w sobie jest dobra) straciłam moc krojenia cebuli. Teraz łzawi mi jedno oko, a drugie, opancerzone, jest zupełnie odporne. Podobnie sytuacja wygląda w prosektorium. Na studiach odkryłam, że soczewki chronią też przed formaliną, ale znowu jedno oko musi się męczyć

    • Tym prostektorium to mnie zażyłaś 😉

      • Ola

        Sama byłam zaskoczona :) Także jak ktoś ma problem z oczami na anatomii i ma wadę wzroku, to polecam się przerzucić na soczewki ;p

  • Ja też mam wadliwe oczy i też na codzień noszę soczewki! :)
    Ze wszystkim się zgadzam, a punkt o superszpiegach – miodzio :D
    Ale też noszę okulary i nie przeszkadzają mi aż tak, chociaż faktycznie też mam tendencję do zderzenia się nimi ze wszystkim… Porysowało im się trochu.
    A przy cebuli płaczę niezależnie od ekwipunku na oczach :( ale! dopisałabym jeszcze, że nosząc soczewki człowiek nawet się cieszy, kiedy załzawia mu oczy, bo się nawilżają :P ja często na siłę ziewam jak czuje, że mam za suche oczy. Tylko, że później już ziewam cały dzień…

    • Masz rację z tym łzawieniem – to chyba jedyny minus soczewek, że ma się non stop strasznie suche oczy. Z kroplami nawilżającymi to ja się nie rozstaje ;)

  • Noszę okulary :-), właśnie nie odważyłam się na soczewki ze względu na strach przed gmeraniem w oku :-). Także wielki szacun dla Ciebie :-).

    • To kwestia tygodnia i się przyzwyczajasz :) Nie ma się czego bać :)

SPÓDNICOWY NEWSLETTER

Zapisz się, żeby nie przegapić niczego, co pojawia się na Spódnicach!