Bo prowadzenie bloga jest takie proste

Każdy, kto pisze bloga pewnie choć raz usłyszał coś w stylu: „A czym ty się tak właściwie zajmujesz? No oprócz tego, że masz bloga?”. W naszej kulturze wręcz nie wypada mieć czasu wolnego i nie być zawalonym pracą po kokardy, a bycie blogerem sprowadza się przecież do naparzania przez kilkanaście minut w klawiaturę i klikania w „Opublikuj”. Koniec kropka, tyle – reszta to seriale i doskonalenie sztuki chilloutu.

Blogi nadal i wciąż większości populacji kojarzą się raczej z mało angażującym i przyjemnym hobby, niż z czymś, czym można by zajmować się zawodowo. No bo to jest takie proste i lekko półśmieszne – piszesz, publikujesz – i na tym kończy się twoja praca. Zanim zaczęłam pisać Spódnice też mi się wydawało, że nic w kwestii prowadzenia bloga nie może mnie zaskoczyć. W końcu wiedziałam w czym rzecz, nasza rodzima blogosfera obca mi nie była, a wypociny innych blogerów pochłaniałam pasjami. Więc bloga założyłam, a potem się mocno zdziwiłam. Bo oprócz w miarę zgrabnego pisania i ukrywania pośród tej pisaniny drobnych uszczypliwości, prowadzenie bloga okazało się być zajęciem wymagającym całkiem sporej ilości dodatkowych kompetencji, o istnieniu których nie miałam dotąd pojęcia…

Po krótkim i mało satysfakcjonującym romansie z Bloggerem zachciało mi się popchnąć Spódnice na nieco bardziej profesjonalne tory i przenieść cały blogowy dobytek na WordPressa. A że moje umiejętności informatyczne ograniczały się swego czasu wyłącznie do zaawansowanej obsługi przeglądarki internetowej, WordPress wcale nie wydawał mi się tak prosty i cacany, jak wszyscy mówili. Serwery, domeny, hostingi, szablony – no mózg puchnie na samą już myśl. Trwało to dobrych kilka miesięcy, podczas których Luby musiał się podszkolić we wszystkim tym, czym mogłoby moje nowe miejsce w sieci mnie jeszcze zaskoczyć, a i tak nie obyło się bez kilku rozpaczliwych telefonów do pomocy technicznej strony, z której wytrzasnęłam swój szablon, żeby powiedzieli co zepsułam i jak naprawić. Wtyczki, podstrony, slidery, banerki, fonty, zakładki i przyciski – tyle tego i nic nie chciało działać tak, jak powinno, a mnie z rozpaczy nad tym wszystkim zdarzało się walić łbem w klawiaturę. Nauczenie się i ogarnięcie WordPressa zajęło mi całkiem sporo czasu i choć teraz już żaden szablonowy kryzys nie robi na mnie wrażenia, to i tak jak słyszę, że „przecież ty tylko prowadzisz bloga”, to żałuję, że nie noszę przy sobie widelca, bo najchętniej dźgałabym nim takiego mądrale bez opamiętania między oczy.

Ogarnięcie bloga od technicznej strony to jedno, a praca nad każdym pojedynczym postem to drugie i wcale nie łatwiejsze. Żeby coś napisać, to najpierw trzeba mieć pomysł, a z nimi to zazwyczaj jest tak, że na te najgenialniejsze wpada się w najmniej oczekiwanym momencie i jeśli się ich nie zapisze (a zazwyczaj się o tym zapomina), to ulatują z synaps i tyle je widzieli. I trzy tygodnie blogowej posuchy. Albo masz pomysł, nawet całkiem fajny, siadasz przed tym komputerem i… gapisz się w tępo w literki na klawiaturze przez trzy godziny, bo „wena” nie dopisała. Podobno istnieją blogerzy, którym wystarcza na napisanie posta 15 minut. Podobno. Mnie z całą otoczką zajmuje to mniej więcej z trzy godziny. No chyba że wyjątkowo chcę napisać coś mądrego i w miarę poważnego (a to zdarza mi się akurat rzadko), co wymaga ode mnie przekopania się przez jakieś artykuły czy książki, to wtedy czas ten potrafi się znacząco wydłużyć. Poza wymyśleniem samego contentu, każdy post wymaga jeszcze pozycjonowania, otagowania i odpowiedniej oprawy graficznej – więc albo nauczysz się w miarę dobrze fotografować i obrabiać zdjęcia (to nie ja), albo ogarniesz program graficzny i będziesz sobie trzaskać do każdego posta wypasione grafiki (to też nie ja), albo będziesz korzystał z darmowych banków zdjęć i wkurzał się, że widzisz foty, które wykorzystałeś na piętnastu kolejnych blogach (tak, to ja). No i czym by była codzienność blogera bez Google Analytics – to zazwyczaj właśnie o te cyferki rozbija się moja blogowa pewność siebie i samozadowolenie. Jeszcze tylko wszystkie te Fejsbuki, Snapczaty i Instagramy i można powiedzieć, że w miarę się to wszystko ogarnia.

Kiedy w listopadzie byłam na konferencji dla blogerów uświadomiłam sobie, że wszystko to, co już udało mi się opanować w związku z w miarę sprawnym funkcjonowaniem Spódnic to pryszcz. Maleńki pryszcz. Bo rzeczy, o których nie mam pojęcia w związku z prowadzeniem bloga jest jeszcze całkiem sporo… No na przykład takie budowanie społeczności wokół bloga, albo zarządzanie fanpagem – no poligon doświadczalny po prostu! Albo ta cała paplanina o marce osobistej – że niby każdy z nas jest marką. No fajnie, ale co z tego? Kolejną rzeczą, o której nie mam pojęcia, jest storytelling – żeby tworzyć angażujące treści, trzeba opowiadać historie – to teoria, a kochać miłością pierwszą i jedyną będę każdego, kto mi wytłumaczy jak to powinno wyglądać w praktyce. Jest jeszcze HTML – no czarna magia po prostu. Za każdym razem, kiedy coś się na blogu zepsuje, a naprawa wymaga ingerencji właśnie w kod HTML od razu wyję „Luby ratuj!”. No i oczywiście robienie zdjęć i ich obróbka – ustalmy sobie jedno: beznadziejna w tym jestem. Ale nie mam zamiaru z tym nic robić, poszukam sobie po prostu jakiejś mniej obleganej bazy zdjęć.


Tak też uważajcie na to, co mówicie przy blogerach, bo może się okazać, że któryś z nich jednak będzie miał przy sobie ten widelec… 😉

Do napisania!

podpis

Sg

  • O ludzie, no sama prawda, wszystko o mnie :D (poza zdjeciami). Jak widać po masie komentarzy, wszyscy cierpimy na ten syndrom. Ja post na bloga piszę zawsze 3-4 h, generalnie nie ma opcji, że szybciej. Do tego jakieś linki, zdjęcia tak jak pisałaś, info na fb, na Insta, newsletter. Samo prowadzenie blogowego fejsbuka to jest masa pracy, codziennie wrzucenie jakiejś treści – dobrze by było.
    A na pożegnanie – Spódnice dają sobie super radę, więc możesz być z siebie dumna :)
    Buziaki,
    A.

    • <3 Dziękuję <3 Ale mi miło, You Made My Day ;)

      A z FB wzięłam się ostatnio na sposób – używam aplikacji do planowania publikacji, raz na dwa tygodnie siadam i planuję, co będzie się pojawiać na stronie, a potem program publikuje to automatycznie za mnie ;)

      • Wiesz co próbowałam coś takiego wdrożyć, ale ja nie umiem zaplanować postów z takim wyprzedzeniem :((

  • Blogowanie to jednak ciężka praca. Mieć otwarty umysł na płynące z zewnątrz bodźce, po to aby szukać inspiracji na teksty. Pisanie najpierw w telefonie lub zeszycie, a później przelewanie swoich myśli na bloga, aby miało to wszystko „ręce i nogi”. Jak również robienie jakościowo dobre zdjęcia pasujące do danego przemyślenia czy opisu. Ale, żeby to czegoś dojść trzeba najpierw włożyć w to wiele Naszego wysiłku, nic samo nie przyjdzie, a marzenia zawsze się spełniają.

  • Oj tak, to wszystko bardzo pracochłonne jest. Sama tez myślałam, że bloga sobie założę i będzie super. Zdjęcia robię od dawna, obrabiam, teksty piszę. WordPressa ogarnęłam jakoś sama (z mailowym konsultacjami z kolegą;) – nie jest idealnie, sporo muszę jeszcze dopracować. Notorycznie brakuje czasu albo siły albo tej cholernej weny;) Ale powoli do celu:)

    • Brak weny jest najgorszy – z czasem nauczyłam się, że nie ma co na nią liczyć, tylko trzeba usiąść i pisać, a trybiki w końcu zaskoczą :) Pozdrawiam i trzymam kciuki za wytrwałe dążenie do celu :)

  • Czytając tego posta miałam ogromny uśmiech na twarzy. Haha, skąd ja to wszystko znam! Z czasem nie będziesz już się przejmowała opiniami ludzi – najważniejsze, że jest Ci dobrze z tym kim jesteś i czym się zajmujesz. Nie mamy wpływu na zdanie innych, za to na swoje to i owszem ;) Życzę powodzenia, świetnie Ci idzie!

  • Rewelacyjne „wypociny” uśmiechałam się gdy przeczytałam tytuł a potem śmiałam sie cały czas czytając go. Założyłam bloga, by móc pokazać innym swoje prace i zainteresować ludzi modelinowymi słodkościami, ale nie zdawałam sobie sprawy o tym wszystkim, co piszesz i nadal tego nie ogarnęłam, bo nie mam totalnie na to czasu. sama obróbka i wykonanie zdjęć to zajmuje mi mnóstwo czasu, a czasem trzeba robić to dwukrotnie bo takie słabe zdjecia robie (mega tanią cyfrówką) że jednak jestem niezadowolona i chce pokazać coś bardziej estetycznego. I wydaje mi się jak wchodze na blogi, ze wszyscy są mega profesjonalni i mają wszystko takie super…a jak ktos tego nie robi to nie ma wyobrażenia…zresztą jak ktoś nie chce się dowiedzieć, to będzie kpił i nie da się przekonać. Super mnie zmotywowałaś i dzięki za tego posta o tej godzinie.

  • Ja

  • jak dla mnie to ten wpis jest idealnym przykładem storytellingu – przeczytałam jednym tchem, wywołałaś emocje, czyli wszystko jak trzeba. Taki talent to jest coś!

  • Świetny tekst! Sama często warczę jak gdzieś widzę teksty, że bloger to ma fajne życie: przeleje swoje wypociny na łącza internetowe w ciągu jakichś marnych 15 minut i przez resztę dnia popija kawki, herbatki, cyka selfie i szpanuje otrzymanymi prezentami. Ja sama, gdy zakładałam bloga, miałam świadomość, że nie będzie to takie łatwe. Nie sądziłam jednak, że będzie to pochłaniać aż takie masy czasu. Ale mimo to i tak tego nie zostawię- za bardzo to lubię. Tylko w widelec się zaopatrzę ;)

  • A ja serdecznie polecam naukę PS, jeszcze rok temu nic nie ogarniałam, a obecnie całkiem nieźle mi idzie i jestem z siebie bardzo dumna, no i się przydaje nie tylko przy blogu :)

  • Pięknie wszystko podsumowałaś – my sentiments exactly :)))
    Czasem spotykam się z takim uśmieszkiem „Jesteś teraz blogerką?” – pewnie wiecie o co mi chodzi;). A tak, jestem i bardzo to lubię! Pozdrawiam serdecznie!

    • Ja od pewnego czasu za każdym razem, kiedy mam uzupełnić rubrykę zawód wpisuję „bloger” i bardzo mnie ten fakt cieszy :) Dzięki za komentarz i pozdrawiam :)

  • U mnie podobnie.

  • Świetnie to napisałaś! To się tylko tak wydaje, że to taka zabawa napiszesz wrzucisz a stronkę i już wszystko hula. No żeby hulało to jeszcze dalekaaaa droga jest. Ale nie zrozumie tego nikt, kto tego wcześniej nie doświadczył. Bo oprócz pisania i łaskawej weny to potrzeba jeszcze znać się na tylu rzeczach, że czasem głowa mała. Ale jesteś tylko blogerem :D no co to za zajęcie :D Chyba fotografo-grafiko-marketingo-blogerem :D

  • Sarkazm przy kawie

    Bardzo fajny tekst. A zadanie „przecież ty tylko…” uzupełnione na tysiąc różnych sposobów (studiujesz zaocznie, siedzisz w domu z dzieckiem, pracujesz na zlecenie itd.) to ulubiony sposób na umniejszanie czyjegoś działania, zwłaszcza jak się nie ma o nim zielonego pojęcia:)

    • Bardzo nie lubię, jak niektórzy właśnie w taki sposób deprecjonują to, czym zajmują się inni. Odcinam się od takich osób, bo nie chcę przez nie psuć sobie krwi

      Dzięki za fajny komentarz i miłe słowa, pozdrawiam ;)

  • Zgadzam się w pełni. Sama zaczęłam właśnie pisać drugiego bloże i dopiero teraz widzę że chcąc ogarnąć oba muszę czasu poświęcić im więcej niż kiedyś. A wena nie zawsze się trzyma. Ostatnio wręcz odwrotnie.

    • Najgorzej jest jak ma się dłuższą przerwę w pisaniu – bardzo ciężko się zmotywować i wymyślić coś konstruktywnego

  • slowgift.pl

    Masz całkowitą rację! Dodałabym jeszcze, że blogowanie to szkoła automotywacji. Prowadzę bloga 3 miesiące, włożyłam w niego mnóstwo czasu, inwencji, wysiłku, trochę pieniędzy, nabyłam wiele nowych umiejętności, o których wspominasz w poście, a cyferki w Google Analytics nie powalają. I codziennie zadaję sobie pytanie: czy warto? Może lepiej wszystko rzucić? Póki co, mam jeszcze nadzieję :)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.S1. Świetnie się Ciebie czyta!
    P.S2. Jeśli chodzi o storytelling, gorąco polecam blog Pawła Tkaczyka

    • Nawet nie tyle automotywacji, co cierpliwości :) Bardzo długo ciężko mi było to zaakceptować, ale w pewnym momencie ta cierpliwość popłaca, a wokół bloga pojawia się społeczność i to dopiero daje niesamowity zastrzyk motywacji :)

      Dziękuję bardzo za miłe słowa, cieszę się, że blog podoba Ci się podoba i serdecznie dziękuję za polecenie bloga Pawła Tkaczyka, pozdrawiam :)

  • Mnie, po założeniu bloga, zaskoczył problem z obsługą WordPress :-).
    Jak to? Przecież wystarczy tylko wybrać nazwę i szablon. Następnie napisać tekst, wcisnąć „opublikuj” i już.
    No więc NIE :-).

  • Super! Jakbym czytała o sobie! Właśnie gmatwam się w wordpressowej matni mojej niewiedzy i szeroko pojętego ogarniania całości :-), ale nie poddam się tak łatwo, o nie!

  • Dotrzymuję słowa i odwiedzam bloga :) cześć Daria :) cieszę się, że wreszcie do Ciebie dotarłam bo Twój elokwentny sposób żonglowania słowem przypadł mi do gustu. Krótko mówiąc, podoba się :) Tak jak Ty kocham blogowanie. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Do dziś pamiętam pierwszy blog, który zobaczyły moje oczy (chyba początek roku 2010?). Wówczas nawet nie wiedziałam z czym mam do czynienia. Że istnieją blogi… też miałam etap z blogerem. To tam poznałam wiele, wiele fantastycznych, mega zdolnych Dziewczyn, z którymi utrzymuję kontakt do dziś choć nigdy nie spotkałyśmy się niestety w realu. Mam nadzieję, że na następnej Blosilesi poznamy się bliżej, wychylimy razem kawkę :) Zapraszam też do siebie na blog. Ściskam ciepło :)

    • Bardzo dziękuję Gosiu za miłe słowa :) Też mam nadzieję, że na następnej bloSilesii się spotkamy i będziemy miały okazję ze sobą porozmawiać wreszcie nie za pośrednictwem Internetu :)

  • Do całkiem niedawna wydawało mi się, że prowadzenie bloga to prosta sprawa, dopóki… Sama nie założyłam bloga! Mam to szczęście, że całkiem nieźle znam HTML i PHP, więc dość szybko udało mi się ogarnąć WordPressa. Porwałam się nawet na zrobienie własnego szablonu! Byłam z siebie bardzo dumna, dopóki nie zapytałam o opinię kilku osób i wtedy okazało się, że wcale nie wyszło mi tak świetnie jak myślałam… ;) Na domiar złego nie potrafiłam nawet wstawić na bloga czyjejś grafiki – nie pomyślałam na przykład, że trzeba ją odpowiednio podpisać. A pisanie postów? Wydawało mi się, że mam tyle do powiedzenia, a tu nagle siadam przed komputerem i… Brak weny! Już nawet nie wspomnę o odpowiedniej oprawie posta – dobraniu zdjęć itp… Muszę się jeszcze naprawdę wiele nauczyć, a tymczasem idę spakować do torby ten widelec ;)

    • Wyposażenie podstawowe blogera: komputer, aparat, widelec… 😜

  • Genialnie napisane! Jakbym czytała o sobie. Zanim zaczęłam swojego bloga pisać to też uważałam: „eee, co to za wysiłek!”, „hm, dlaczego ona sadzi takie literówki?”. Dopiero jak sama zobaczyłam z czym się je prowadzenie bloga, to złapałam się za głowę. Wpis średnio 4-5h mi zajmuje. A wydaje się, że co to? Wstawiła kilka zdjęć, napisała 7 zdań :-)) ale co tam, sprawia mi satysfakcję jak sobie coś napiszę. A nuż ktoś z tego skorzysta!

    • Prowadzenie bloga to trochę jak praca w tajnych służbach – mało kto zdaje sobie sprawę, ile tak naprawdę robisz 😉

  • Pokochałam tego bloga. Właśnie teraz. Zakochałam się. Po pierwsze nazwa. Po drugie to, jak piszesz. Po trzecie to, że tak bardzo mogę się z tym utożsamić – no i teraz klucz – prowadzisz bloga, pozwalasz się utożsamiać ze sobą innym ludziom. To jest częścią społeczności. Sama mam z tym problem. Ogarniam technicznie, w razie czego jest mój K., ale cała reszta to strasznie ciężka praca! Ale osobiście to kocham i staram się nie pozwalać psuć tej zabawy myśleniem, że blog to obowiązek i ciężka praca ;) Ważne jest to, że wszystko przychodzi z czasem. I to jest najlepsze, bo blog pomaga nam się rozwijać, o! :)

    • Mam ochotę Twój komentarz powiesić sobie w ramce na ścianie! Dziękuję Ci bardzo za te wszystkie miłe słowa, zrobiłaś mi nimi nawet nie dzień, a cały tydzień :) Cieszę się, że podoba Ci się na Spódnicach :)

      Tak sobie teraz myślę, że prowadzenie bloga pomaga rozwinąć przede wszystkim jedną cechę – cierpliwość :) Tak ja napisałaś – wszystko przychodzi z czasem: czytelnicy, ogarnięcie bloga od technicznej strony, nawyknięcie do regularnego pisania. Przekonałam się też na sobie, że nie ma co oglądać się na innych blogerów i nimi sugerować, tylko warto konsekwentnie, pomalutku budować swoje własne miejsce w sieci, a to w pewnym momencie zaprocentuje :)

      Pozdrawiam serdecznie!

      • O tak, najważniejsze to robić swoje. Sama staram się o tym sobie przypominać, gdy łapię się na porównywaniu z innymi ;) Pomaga, bo często sami tworzymy sobie jakiś problem, który problemem być nie musi.

  • Widelec made my day! Tym bardziej, że ja jak mam wyjątkowo paskudny dzień to zazwyczaj określam go jako „mam ochotę wydlubac sobie mózg łyżeczką przez oczodół” – więc w jakiś dziwny sposób podzielamy sado-masochizm sztućcowy :D
    A tak już bardziej serio, to doskonałe ujęłaś te wszystkie rzeczy, z którymi i ja się zmagam. Jak sobie Przypomnę ogarnianie hosta, domeny, szablonu i jak bardzo nie wiedziałam o co cho… Oj, teraz dopiero widzę jak dużo się nauczyłam! ;)

    • Niby tylko blog, a jak się przy tym człowiek dokształca! Jako blogerki powinnyśmy mieć taką dewizę: „Blogerem jest, nie ma niczego, czego nie byłbym się w stanie nauczyć” ;) :p

      A sado-masochizm sztućcowy rozłożył mnie na łopatki i chichram się z tego cały dzień! Klub mogłybyśmy sobie założyć ;)

      • No naprawdę! Idealna dewiza na koszulkę <3
        A widzisz, coś nas łączy! :)

SPÓDNICOWY NEWSLETTER

Zapisz się, żeby nie przegapić niczego, co pojawia się na Spódnicach!