Kobieta, NIE CZŁOWIEK

Dowiedziałam się ostatnio, że jestem kobietą. Nie człowiekiem, tylko kobietą. K-O-B-I-E-T-Ą. I jako ta kobieta właśnie, mogę sobie być kim chcę. Mogę sobie być żoną. Mogę być matką. A jak będę mieć farta, to może nawet kiedyś babką. I w tym momencie opcje jakby się kończą. No bo i po co ten katalog powiększać, przecież każda kobieta marzy o tym, żeby wyjść za mąż, a potem rodzić dzieci. I nawet jak mówi, że nie, wcale nie marzy, to przecież nie wie, co mówi. „Kiedyś jeszcze zmienisz zdanie.” – słyszy.

I nie ważne, że drugi fakultet, doktorat i własna książka. Nie ważne też, że Islandia sama się nie zobaczy, Ameryka Północna nie zjeździ, a Japonia nie odwiedzi. Kto będzie rozbijał szklane sufity? Kto pójdzie na manify? Znam dwa języki. Mam fajną pracę. Zainteresowania, znajomych. Ktoś o to zapyta? Nie, nad kotletem wszystkich interesuje tylko ta potencjalna wnuczka. No bo skoro zebraliśmy się tu już wszyscy („Ciocię Jadzię pamiętasz?”), to spowiadaj się tu grzecznie ze swoich reprodukcyjnych planów.

Mogę sobie mieć marzenia, aspiracje nawet. Co tam chcę. No ale umówmy się – przecież to tylko taka rozrywka. Fanaberia. Coś, czym zapełnię czas do momentu, aż moje istnienie nabierze sensu, a ja spełnię swoją życiową misję – w bólach wypchnę na świat potomka.

No do cholery najjaśniejszej! To, że mam macicę nie znaczy, że z automatu będę chciała zostać matką. Nie każda kobieta musi mieć dzieci. Bo nie każda chce. Instynkt macierzyński nie wątroba, nie każdy go ma. Decyzja o zaniechaniu czynności reprodukcyjnych jest tak samo świadomą decyzją jak ta, że ktoś na bycie rodzicem się decyduje, a jakoś z tą drugą nikt nie dyskutuje. Nie oburza się, nie krytykuje, tylko akceptuje. Bo ta akurat nie wymyka się konwencjonalnym przekonaniom na temat kobiecości, więc gitara gra. A jak niezbyt chętnie przychylasz się do wizji własnego zamążpójścia i macierzyństwa, albo co gorsza, masz czelność otwarcie twierdzić i się upierać, że z tego pakietu rozrywek to ty jednak rezygnujesz, to sorry amory – jesteś dziwolągiem. Dziwolągiem, którego trzeba niezwłocznie spacyfikować nad kotletem. „Kiedyś jeszcze zmienisz zdanie.” – usłyszysz.

A czy ty będziesz miał okazje „Jeszcze kiedyś zmienić zdanie”, chłopaku? Czy ciebie będzie ktoś nawracał na jedyną i słuszną ideologicznie ścieżkę, wiodącą wprost na porodówkę? Nie. Bo ty jesteś przebojowy. Odważny. I ciekawy. Ciebie zapytamy o studia, o pracę, o plany. O twoje relacje interpersonalne z przedstawicielami płci przeciwnej nikt pytać nie będzie. A nawet jeśli ktoś skomentuje, to jedynie po to, żeby zaznaczyć, że buchaj i ogier z ciebie pierwsza klasa. No ale wiesz – ty nie masz macicy. A to niepowetowana strata. Nie będziesz miał tej przyjemności stać się rodzinną, pokorną zabawką, której przyszłość w szczegółach rozplanuje się pomiędzy rosołkiem a serniczkiem, ku uciesze postronnych życiowych taktyków i przy palącym zażenowaniu zainteresowanej. Ave stereotypy. Ave podwójne standardy. Ave wszędobylski seksizm.

Tak też ja – niepokorna i zbyt głośno i publicznie szczekająca – przetrę ten szlak. I powiem: stereotypy to jedno z najbardziej upierdliwych świństw, z jakimi przyszło nam się na co dzień użerać. I nie, dziewczynki nie muszą być mamami. Mogą chcieć hodować koty, boksować się, lecieć w kosmos, dziergać na drutach, albo być prezydentem. Chłopcy zresztą też – koty, boks, prezydentura i ręczne robótki. Kochać koleżanki, kolegów, malować oczy. W końcu jest XXI wiek – mamy różne opcje. I żaden rodzinny obiadek nam tego nie odbierze.

A jak ciocia Jadzia chce się bawić w nietaktowne zaczepki nad kotletem, to proszę bardzo, ja mogę się stać dla cioci godnym przeciwnikiem i zaraz wymyślić jakiś równie drażliwy temat do dyskusji w ramach rewanżu.

Do napisania!

podpis

unnamed-1024x1024

Podziel się:
Facebook
Google+
http://www.spodnicewgore.pl/kobieta-to-nie-czlowiek/
Twitter
  • Bardzo cię cieszę, że mogłam coś takiego przeczytać ;) Nigdy nie chciałam mieć dzieci, nawet nie miałam ochoty bawić się lalkami a la noworodek, gdy byłam mała. Teraz co chwilę słyszę, że ja to już bym chciała mieć wnuki (ach, mama!) lub ja w twoim wieku… No co w moim wieku? Poddałaś się roli, której przyjęcia oczekiwało od ciebie społeczeństwo? Brawo. Nikt z nas się nie prosił na ten świat – nie jesteśmy nikomu nic dłużni. Kto ci poda szklankę na starsze lata?. Pani w szwajcarskiej klinice, którą sobie sama opłacę. Albo mąż. Albo, niespodziewanie, będę mieć przyjaciół, którzy mi pomogą. Albo będę sprawna do końca i sama sobie ogarnę piciu.

    Czasami już nie wytrzymuję i mówię w nieco podkoloryzowany sposób: nienawidzę dzieci, mam ochotę wszystkie rozszarpać w miejscach publicznych, z dziećmi znajomych wytrzymuję maksymalnie dwie godzinki, a w ogóle to byłabym fatalną matką – to znaczy nie byłabym, bo jakbym się dowiedziała, że jestem w ciąży, to siema, jestem w specjalistycznej prywatnej klinice, jakich również w Polsce nie brakuje. Brzmi pewnie jakbym powiedziała, że Hitler był spoko gościem. Nikt się takich mocnych słów nie spodziewa w kontekście dzieci, więc często odpuszczają.

    • Wyobrażam sobie, jak taki tekst definitywnie pacyfikuje rodzinę ;) Dla mnie takie pytania o dzieci są szczytem najbardziej nietaktownego wtrącania się w czyjeś życie i nie dziwię się, że tak reagujesz. Mogę się założyć, że gdyby wyjątkowo mnie w tym temacie rozsierdził, zareagowałabym podobnie.

      Mam ogromnie dużo sympatii i szacunku do kobiet, które otwarcie mówią, że dzieci mieć nie chcą, bo dla mnie to jedna z najdojrzalszych decyzji, jakie można w życiu podjąć. A z drugiej strony w naszym kraju również bardzo niepopularna, więc wyobrażam się, jak upierdliwych sytuacji takie dziewczyny muszą na co dzień doświadczać.

      PS. Zaglądnęłam wczoraj po raz pierwszy na Twojego bloga i totalnie się zakochałam w tym jak i co piszesz <3 Masz we mnie czytelnika.

      • Dziękuję <3 Ja tu się u Ciebie od kilku dni rozgaszczam z przyjemnością :D

  • Brrrr…ja już dostaję ZAMÓWIENIA na płeć i wygląd potencjalnej wnusi… Chyba będę musiała zagadać do sąsiada, bo Gajowy może nie wydolić z „rudą i lokatą” :D

    • No nie opowiadaj! To masz jeszcze weselej :D „Ciocia Jadzia” level master :p

  • Lepiej, gdy tego instynktu nie ma niż się dać wpędzić „ciociom Jadziom” w niechcianą ciążę i potem urodzić takiego człowieka wychowywanego przez babcie i opiekunki.
    Podoba mi się to tupnięcie nogą :)

    • W tupaniu nogą jestem dobra 😉

      NIe wyobrażam sobie gorszego scenariusza, niż zamiast żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami, robi się to, czego oczekują od nas inni. Zwłaszcza w przypadku tak ważnych decyzji.

  • Ja jestem za złotą zasadą: żyj i daj żyć innym.

    • Dokładnie – taki był zresztą motyw przewodni tego tekstu. Tylko szkoda, że wiele osób nadal tego nie rozumie.

  • „Jeszcze zmienisz zdanie”… ile można to słyszeć… Podpisuję się pod postem dwiema mymi rękami!

  • Daria

    Że ja dzieci mieć nie będę, to wszyscy wiedzą i wiedzieli zawsze – jestem niepełnosprawna, mam choroby towarzyszące, jestem zależna od osób trzecich i to w dużym stopniu, więc jasne jest, że dzieciak w tej sytuacji jeszcze by pogorszył sprawę.
    Ale już to, że ja generalnie dzieci nie lubię (BARDZO nie lubię) i od nich stronię, to już jest często obiektem kpin i dopieprzania się.

    • To, że ktoś nie przepada za dziećmi większości ludzi nie mieści się w głowie. Chociaż chyba powinnam napisać – jak kobieta nie przepada, bo wiadomo – faceta nikt w tym względzie czepiać się nie będzie.

  • Mnie irytuje to ciągłe gadanie cioci Jadzi nad serniczkiem o plany prokreacyjne. Owszem, mam je, ale kiedy to się stanie to sprawa moja i mojego męża :-). A taka ciocia Jadzia napsuje dużo krwi. Szczególnie przy okazji świąt wszelakich. Bo to, że się robię coraz starsza, bo na co to czekać, bo ona by już pobawiła… ekhm… a co jej do tego? Każdy ma prawo żyć po swojemu :-), szkoda że ciocie Jadzie tego nie rozumieją.

    • Jak ją temat interesuje, to niech podpyta o to w nieco bardziej kameralnych warunkach, niż nad kotletem. Wtedy pewnie byśmy się nawet aż tak nie denerwowały 😉

  • Ja już takich tematów nie rozkminiam, to już za mną, ale zawsze pojawia się jedna myśl zrodzona z osobistych doświadczeń: Stereotypowo pojmują świat ludzie, którzy nigdy osobiście nie poznali Boga. Jest ich cała masa, więc nie dziwią mnie te szablony.

    Dopóki człowiek nie dowie się, kim jest Bóg i jak bardzo osobisty, indywidualny i naprawdę nietuzinkowy plan ma dla jego życia, z jednej strony będzie wygadywał schematy, z drugiej- będzie usilnie z nimi walczył :)

    Ludzie, luz. Walka tu nie jest potrzebna- żadnej ze stron. Czemu to piszę w ogóle? Bo ja od zawsze wiedziałam, że nie chcę mieć dzieci. I na pewnym etapie, musiałam tę sprawę przedstawić mojemu Bogu :) Bo On jest pierwszy w moim życiu- ja druga, jeśli chodzi o poważne decyzje, a to jest poważna decyzja. I dowiedziałam się, zupełnie indywidualnie, że jeśli On by chciał, bym miała dzieci, to dałby mi takie pragnienie.
    Właśnie dlatego, że traktuje każdego człowieka indywidualnie, nie jest szablonowy, ma coś więcej do zaoferowania niż dzieci, kariera, czy podróż na antypody. Tylko trzeba się o tym dowiedzieć w osobistej relacji – i wtedy masz pokój w sercu. I nie zburzy go żadne gadanie :) Pozdro :) ps. Jeśli będziesz mieć czas i chęć zapraszam do mojego posta „Jakich ludzi szuka Bóg” (dział :Życie z Jah) :)

SPÓDNICOWY NEWSLETTER

Zapisz się, żeby nie przegapić niczego, co pojawia się na Spódnicach!

     
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial