Sesja – jak mądrze zarywać noce

Mało co jest w stanie człowieka tak upodlić jak sesja – zaliczenia, prezentacje, egzaminy, a wszystko zazwyczaj do ogarnięcia w koszmarnie krótkim czasie. A jeśli do tego wszystkiego jest się typem, na którego najbardziej motywująco działa fakt, że to już absolutnie ostatni dzwonek, żeby zacząć przerzucać notatki i się uczyć, to raczej bez kilku zarwanych nocy się nie obejdzie. Jednak zupełne pozbawianie się snu ku chwale zaliczenia sesji nie jest zbyt mądrym pomysłem. Jak zatem zarwać noc, żeby móc i nadgonić materiał, który ma się do opanowania i przy okazji odpocząć?

Zaplanowanie sobie nocy tak, aby z jednej strony zyskać kilka cennych godzin na naukę, a z drugiej mieć też okazję do odpoczynku, wymaga zrozumienia tego, jak mózg działa w trakcie snu. Kiedyś już, pisząc o sposobach na to, jak pomóc szarym komórkom sprawniej funkcjonować, wspominałam o tym, że aktywność mózgu wiąże się z generowaniem przez niego fal o określonej częstotliwości, a to od ich amplitudy i od związanego z nią stopnia pobudzenia kory mózgowej będzie zależało z jaką fazą snu mamy do czynienia.

Faz snu są cztery, ale jeszcze zanim uda nam się zasnąć, mózg musi się odprężyć. Żeby mógł spokojnie przejść w stan czuwania i się zrelaksować, trzeba ograniczyć ilość bombardujących go bodźców z otoczenia – wyłączamy światło, komputery, telewizory, telefony, tak żeby nic nam nie grało, nie dzwoniło, nie świeciło. Wtedy właśnie nasz mózg zaczyna generować fale alfa, czyli te, które mówią nam o tym, że nadszedł czas, kiedy można się odprężyć. Od odprężenia do zaśnięcia droga krótka i to właśnie teraz zaczyna się pierwsza faza snu. W trakcie jej trwania mózg odbiera mnóstwo bodźców sensorycznych, które aktywizują różne neurony w różnym czasie, ale powoli wzgórze przestaje przekazywać sygnały do kory mózgowej, stopniowo zmniejszając pobudzenie całego układu. W kolejnej fazie (II) mózg nadal powoli obniża swoją aktywność, ale wciąż rejestruje bodźce, więc całkiem łatwo możemy się wtedy wybudzić. W następnych fazach snu tętno, częstotliwość oddechu i aktywność mózgu stopniowo się zmniejszają. Fazy III i IV nazywane są łącznie snem wolnofalowym, podczas którego neurony działają w sposób zsynchronizowany. Choć wrażliwość narządów zmysłów nie ulega zmianie, to potrzeba naprawdę intensywnego bodźca, żeby się w trakcie trwania faz III i IV wybudzić.

Po zakończeniu fazy IV nasz mózg wcale nie rozpoczyna fazy I – jak logika nakazywałaby sądzić – tylko wracając kolejno przez fazy III i II inicjuje fazę REM. Faza ta nie dość, że charakteryzuje się szybkimi ruchami gałek ocznych (rapid eye movements sleep – REM), to nazywana jest również snem paradoksalnym, ponieważ ma zarówno cechy snu głębokiego, na co wskazuje stopień rozluźnienia mięśni, jak i płytkiego, bo aktywność mózgu w tej fazie jest bardzo wysoka.

Jeśli chodzi o niezrozumiały psychologiczny bełkot to tyle, a teraz konkrety. Najbardziej wypoczęci budzimy się, kiedy śpiąc przejdziemy przez cały cykl, to jest kolejno przez fazy I, II, III, IV, III, II i REM. Jeżeli już musimy zarwać noc i drastycznie sobie skracać czas na odpoczynek, to warto tak zaplanować pobudkę, żeby obudzić się po skończonym jednym, czy dwóch cyklach. Brzmi nieźle – powiecie – ale jak do cholery mam wiedzieć kiedy te całe fazy i cykle się kończą?! Na szczęście długość trwania kolejno wszystkich czterech faz snu jest dość dobrze zbadaną sprawą i u większości z nas jest to średnio od 80 do 100 minut. Kolejnych 15 nasz mózg potrzebuje, żeby przejść przez fazę III, II i REM – czyli po około dwóch godzinach od momentu zaśnięcia powinniśmy po wybudzeniu wstać całkiem wypoczęci i gotowi do dalszej nauki.

Jeżeli jednak materiału do przyswojenia jest dużo, a czasu tak mało, że nie można marnować go nawet na sen, to zawsze jeszcze możecie uciec się do sposobu, o którym już kiedyś wspominałam – nastawiamy budzik na 20 minut i czas ten spędzamy leżąc z zamkniętymi oczami. Zamknięcie oczu powoduje, że mózg zaczyna generować fale alfa, które – jak już wiecie – pozwalają się naszym szarym komórkom odprężyć, a wspomniane wcześniej 20 minut to najbardziej optymalny czas, żeby móc odpocząć.


Mam nadzieję, że ten pierwszy od dawna poważny post, w którym wyjątkowo z niczego się nie nabijam, przyda się Wam w tej nierównej, sesyjnej potyczce. Pamiętajcie, że trzymam za Was kciuki! Dajcie mi koniecznie znać w komentarzach jakie macie patenty na przetrwanie sesji 😊

Do napisania!

podpis

cropped-Sg.jpg

  • Sesja się zbliża, ale rady nie dla mnie – nie potrafię zupełnie zarywać nocy :D

    • Ja też tą umiejętność bezpowrotnie straciłam po drugim roku studiów 😉 Te rady są dla zdesperowanych 😉

      • Paula

        I ja nie mogę zarywać bo później odsypiam i wraz jestem do tyłu :D

  • Trochę czasu już minęło od mojej ostatniej sesji, ale z tego co pamiętam uczyłam się wszystkiego zawsze na ostatnią chwilę. Niektórzy uczyli się już miesiąc przed egzaminem, ja zazwyczaj 3 dni przed ;) Zawsze miałam wrażenie, że gdy zaczynałam uczyć się wcześniej to po tygodniu zapominałam już czego się nauczyłam. Poza tym wszyscy stresowali się egzaminem już miesiąc przed, a dla mnie to były tylko 3 stresujące dni ;) Dodam, że nigdy nie oblałam żadnego egzaminu na studiach, ale nie wiem czy mój sposób jest dla każdego ;)

  • Podoba mi się tu! Będę zaglądać!

  • Nie jestem jeszcze na studiach, ale te rady przydadzą mi się do matury.. Dzięki ;)

  • Robiłam notatki.
    <3

SPÓDNICOWY NEWSLETTER

Zapisz się, żeby nie przegapić niczego, co pojawia się na Spódnicach!