PATENTY dla dziewiarek

Cześć i czołem!

Mam dziś dla Was coś fajnego – pogadamy o patentach, które ułatwią i umilą Wam knitterski żywot. 

Będzie o przydatnych przy robieniu na drutach gadżetach i o tym, jakimi przedmiotami codziennego użytku można je zastąpić. Będzie o tym, jak się nie pogubić we wzorze i wykonywanych rzędach. Pogadamy też o tym, dlaczego Netflix nie jest najlepszym przyjacielem osób robiących na drutach i o tym, jak wygrać nierówną walkę z pokręconą żyłką. 

To jedziemy z tymi patentami!

(1) Zacznijmy od tego, jak się nie pogubić, robiąc projekt z gotowego wzoru. 

Zazwyczaj robiąc projekt ze wzoru mamy do wykonania określoną liczbę rzędów, konkretnym ściegiem, a w niektórych miejscach czekają na nas niespodzianki – a to trzeba oczko dodać, a to odjąć, tu do zrobienia mamy warkocz, tam rząd skrócony. I żeby w tym wszystkim się połapać wystarczy zrobić jedną, prostą rzecz – zapisać sobie te wszystkie rzędy do wykonania na kartce, a potem skreślać je w miarę, jak kończymy je przerabiać. 

To niby bzdura i oczywista-oczywistość, ale za każdym razem, kiedy pokazuję na Instagramie takie moje rozpiski z rzędami, dostaję wiadomości od innych knitterek o mniej więcej takiej treści: „Kurcze, no masz rację! Czemu ja tego nigdy nie robiłam!”. Więc niniejszym popycham ten mój patent dalej w świat, niech Wam służy i ułatwia orientowanie się w robótce. 

Opowiem Wam tylko jeszcze, jak ja sobie taką rozpiskę z rzędami przygotowuję i co z nią dalej robię:

Kiedy biorę się za jakiś nowy projekt i jest to projekt ze wzoru, a nie z głowy (bo jak z głowy, to lecę na zupełnym spontanie), to sobie na spokojnie ten wzór czytam, a potem rozpisuję go na kartce – a konkretnie wypisuję sobie rzędy, które mam do wykonania i zaznaczam odrazu te, w których dzieje się coś specjalnego: np. jest do zrobienia właśnie warkocz, czy trzeba oczko dodać, albo odjąć. I potem w miarę jak te rzędy kończę przerabiać, to je sobie na tej kartce skreślam. Dzięki temu dokładnie wiem, w którym miejscu projektu jestem (nawet jak wracam do niego po dłuższej przerwie) i nie muszę tych rzędów liczyć. Co dla mnie jest czystą zgrozą, bo nie mam do takich rzeczy cierpliwości. 

(2) Kolejnym sposobem na to, żeby się nie pogubić są znaczniki. Znaczniki są cudne i są wszędzie, co Wam z resztą zaraz udowodnię. 

To jest patent z kategorii „chciałabym o tym wiedzieć, kiedy zaczynałam”. Bo kiedy zaczynałam, pojęcia nie miałam, że takie coś w ogóle istnieje. A znaczniki są takie pożyteczne!

Znacznik to takie maleńkie plastikowe cudo (agrafka, ślimaczek – znaczniki potrafią być najróżniejsze), które pozwala nam zaznaczyć sobie w robótce konkretne oczko, czy miejsce. Na przykład: gdzie zaczyna się kolejny rząd, kiedy robimy coś na okrągło na drutach z żyłką, albo gdzie jest oczko reglanowe, albo ile oczek już nabraliśmy sobie na drut (ja jeżeli mam do nabrania dużo oczek, to na przykład co każde 50 wkładam sobie właśnie znacznik – wtedy o wiele łatwiej jest mi się połapać w tym, ile tych oczek tak właściwie już mam na drucie). 

Sami widzicie – znaczniki są bardzo pożyteczne i warto je wśród swoich dziewiarskich akcesoriów mieć. Ale to wcale nie znaczy, że trzeba w te pędy biec po nie do najbliższej pasmanterii. Taki znacznik możecie sobie zrobić z rzeczy, które już macie w domu!

Za znacznik może robić: 

  • mała pętelka z włóczki – to jest genialny sposób na wykorzystanie plątających się po domu resztek wełny z innych projektów. Wystarczy z takiej włóczki zawiązać sobie niewielką pętelkę (o dosłownie 2, 3 milimetry większej średnicy niż druty, których właśnie używacie) i znacznik gotowy! Pętelki będą też świetne jako znaczniki dla drutów o dużej średnicy – często te kupne nie są na tyle duże, żeby dało się je założyć na druty, które mają 15 mm. 
  • agrafka, na której do ubrań w sklepie przypina się metki – tylko musi to być agrafka specyficzna, z taką jakby dość sporą pętelką na jednym z końców, nie zwykła. Ta pętelka sprawi, że będzie można w tę agrafkę swobodnie włożyć drut. Dodatkowo takie agrafki są produkowane w bardzo wielu wielkościach i dzięki temu będą Wam pasowały do drutów w różnych rozmiarach. Więc widzicie – warto zbierać agrafki. 
  • gumka do włosów – tylko taka niewielka, elastyczna, którą zazwyczaj wykorzystuje się do upięć, czy warkoczy. Taka gumeczka też będzie się idealnie spisywała w roli znacznika. Albo małe recepturki, czemu nie. Też dadzą radę. 

(3) To teraz pogadajmy o tym, dlaczego Netflix nie jest najlepszym przyjacielem osób, które robią na drutach. Przynajmniej niektórych. 

Jeżeli należycie do osób, które potrafią robić na drutach niemal mechanicznie, nawet na nie patrząc, to gratuluję, ten podpunkt nie jest dla Was. 

Ja tak nie potrafię, ja muszę się pilnować i widzieć, co przerabiam. Dlatego seriale i druty to w moim przypadku raczej kiepska kombinacja, bo skoro patrzę w druty, to nie patrzę na ekran i fabuła mi umyka. Jeżeli macie podobnie, to mam dla Was fajną alternatywę – zamiast OGLĄDAĆ Netflixa, zacznijcie SŁUCHAĆ audiobooków, albo podcastów (ja ostatnio wciągnęłam się bardzo w „Dział Zagraniczny” Macieja Okraszewskiego). Kiedy mamy dwa różne bodźce (jeden słuchowy, drugi wzrokowy), łatwiej jest się na nich obu naraz skupić. A wiecie, robią na przykład taki sweter, spędzamy nad nim mnóstwo godzin i choć robienie na drutach samo w sobie jest hobby zacnym, to myślę, że i tak warto w międzyczasie zająć czymś dodatkowo głowę. Taka wartość dodana.

Ja w ogóle jestem ogromną fanką audiobooków i podcastów – słucham ich nie tylko nad drutami, ale też w samochodzie, kiedy jadę gdzieś dalej, na spacerze z psem, sprzątając, gotując, robiąc paznokcie, malując się, a nawet – biorąc prysznic. W ten sposób można „przeczytać” mnóstwo książek i dodatkowo wykorzystać pożytecznie czas, który poświęcamy na wykonywanie zautomatyzowanych czynności. 

Do słuchania audiobook’ów używam zwykle serwisu i aplikacji audioteka.pl

(4) Jak rozprostować mocno pokręconą żyłkę? 

Czasem zdarza się tak, że jeśli wyciągamy żyłkę (albo druty z żyłką) z opakowania, w którym przechowywaliśmy ją ciasno zwiniętą, to jest tak pokręcona, że nie za bardzo da się na niej pracować. I zazwyczaj rozciąganie jej, czy naciąganie nie pomaga. Co wtedy? Trzeba wrzucić ją na kilka chwil do gorącej (ale nie wrzącej!) wody. Po takiej kąpieli żyłka będzie rozprostowana i gotowa do użycia. 

(5) Na co można przełożyć oczka, robiąc warkocze? 

Robiąc warkocze oczka możemy przekładać albo na specjalnie przeznaczony do tego drut (to taki króciutki drut z wgłębieniem), albo na jakiś dodatkowy komplet, którego akurat nie używamy. No ale co, jeśli dopiero zaczynamy swoją zabawę z drutami i nie mamy jeszcze zbyt wielu akcesoriów? Tu z pomocą znowu przychodzą plątające się po każdym z domów przedmioty. Bo za dodatkowy drut do przekładania oczek służyć może: ołówek, kredka, wykałaczka, patyczek do sushi, drewniany patyczek do paznokci – i wszystko inne, co jest w miarę długie, sztywne i ostro zakończone. 

Używanie takich przedmiotów przy warkoczach ma tylko jeden mankament: mogą się bardzo łatwo z tych przełożonych na nie oczek wyślizgnąć, więc trzeba na to uważać i najlepiej asekurować sobie taki ołówek, czy patyczek dodatkowo palcami. 

Oczka przy warkoczach zawsze też można przełożyć na agrafkę. Wtedy napewno nic się nie wyślizgnie. 

(6) Na koniec pogadamy o najbardziej praktycznym i uniwersalnym gadżecie, jaki może sprawić sobie osoba robiąca na drutach. 

Ja bardzo żałuję, że nie wiedziałam o tym, kiedy zaczynałam. O co chodzi? O druty wymienne. 

Druty wymienne to takie, gdzie druty nie są na stałe połączone z żyłką, tylko można je do niej dokręcić. Dzięki temu – mając różne rozmiary drutów i różne długości żyłek (żyłki i druty kupujemy oddzielnie) – możemy sobie z nich złożyć dokładnie taki zestaw, jakiego potrzebujemy. Czyli np. raz do drutów 5 mm możemy wkręcić sobie żyłkę, która ma 40 cm i robić na nich czapkę, a potem do tych samych drutów wkręcić żyłkę o długości 150 cm i dziergać nimi reglanowy sweter na okrągło. Dodatkowo te żyłki możecie łączyć między sobą specjalnymi łącznikami, żeby były jeszcze dłuższe. 

Co za fajny patent! Jaki praktyczny! Kupując raz zestaw takich drutów, mamy odrazu narzędzia, które pozwolą nam wykonać większość projektów, o jakich kiedykolwiek sobie zamarzymy. Do tej pory pamiętam, jak mocowałam się z o wiele za długą żyłką robiąc swoją pierwszą czapkę na okrągło – a gdybym już wtedy miała druty wymienne, to po prostu wymieniłabym sobie żyłkę na krótszą. I zamiast się męczyć, dobrze bym się bawiła, ucząc się czegoś nowego. No ja nie mogę odżałować, że na druty wymienne trafiłam dopiero po dwóch latach dziergania – chciałabym o nich wiedzieć wtedy, kiedy zaczynałam swoją przygodę z drutami. Wtedy jeszcze szybciej zaczęłabym eksperymentować i kombinować.

Podsumowując – gorąco polecam druty wymienne wszystkim początkującym, którzy złapali bakcyla i wiedzą, że dziergać będą dużo. To uniwersalny gadżet, który sprawi Wam sporo frajdy. 

O tym, jak wyglądają takie druty, jak działają i jak się je skręca nagrałam jakiś czas temu film na IGTV: 

I a propos mojego IGTV, to serdecznie Was tam zapraszam. 

Ostatnio coraz częściej publikuję tam filmy o tym, jak robić na drutach (na przykład na IGTV znajdziecie filmiki o technikach dla początkujących, o których wspominałam w poście „Jak nauczyć się robić na drutach”). Nie ukrywam, że traktuję te filmy jako swoistą rozgrzewkę – jesienią chciałabym ruszyć ze swoim kanałem na YT, o robieniu na drutach właśnie. Więc będzie mi bardzo miło, jeśli zaglądniecie na Instagram, obejrzycie kilka z tych filmów i dacie mi znać, co sądzicie. Czy dałam radę 🙃 No wiecie – w tym momencie Wasz feedback jest dla mnie cenniejszy od złota. Bo może nie ma się co pchać na tego YouTube’a 😅


No dobra, na dziś to tyle! Ale wiecie, to tylko moje patenty, a pewnie macie własne – bardzo chętnie poczytam o nich w komentarzach 😉

Miłego i do napisania!

Daria

SPÓDNICOWY NEWSLETTER

Zapisz się, żeby nie przegapić niczego, co pojawia się na Spódnicach!