Ulubieńcy kosmetyczni #październik

 

Długo mnie tu nie było, a przez ten czas uzbierało mi się naprawdę sporo świetnych kosmetyków, o których bardzo chciałabym wam teraz opowiedzieć. Nie przedłużając, zapraszam was październikowych ulubieńców kosmetycznych.

KOLORÓWKA:

  • Zacznijmy od kupionej zupełnie w ciemno, a jak się okazuje świetnej maskary Wonder Perfect Mascara od CLARINS. Producent twierdzi, że ten tusz ma dawać “niewiarygodną objętość, nieskończoną długość, spektakularne podkręcenie oraz efekt panoramicznych rzęs” i jak się okazuje, ten aż nazbyt kwiecisty opis ma całkiem dużo wspólnego z rzeczywistością. Ten tusz fajnie rozczesuje, wydłuża i sprawia, że mamy na oczach firankę rzęs. Jestem z niego bardzo zadowolona i z pewnością kupię go ponownie.

  • Chciałabym pokazać wam dzisiaj również dwa produkty do ust, których używam ostatnio najczęściej. Pierwszym z nich jest moja ulubiona szminka Revlon Color Butter w kolorze 025 Peach Parfait. Ma bardzo przyjemną konsystencję, jest niewyczuwalna na ustach, bardzo komfortowa w noszeniu, nie wysusza ust, trudno zrobić sobie nią krzywdę, można z powodzeniem malować się bez lusterka i ma piękny kolor – ciepły, brzoskwiniowy, z delikatnymi złotymi drobinami. Drugim produktem do ust, który chcę wam dzisiaj pokazać w ulubieńcach jest błyszczyk Instant Light Natural Lip Perfector od CLARINS (tak, ja naprawdę bardzo lubię firmę CLARINS ;) ). Ja mam go w odcieniu 01, ale szczerze mówiąc, w przypadku tego produktu kolor nie jest aż tak ważny, bo i tak daje on na ustach bardzo transparentny efekt. Lubię ten błyszczyk za to, że jest tak właściwie ulepszoną wersją szminki ochronnej (bez której ja w okresie jesienno-zimowym nie mogę się z domu ruszyć) – dobrze nawilża, regeneruje i chroni usta, a przy nadaje im subtelny kolor, sprawia, że ładnie się błyszczą i wyglądają na bardzo zadbane.

  • Kolejną rzeczą, którą chciałabym wam pokazać (choć nie będę o niej za dużo opowiadać, bo pewnie większość z was doskonale ten produkt już zna) jest kultowy rozświetlacz The Balm Mary-Lou Manizer. Muszę przyznać, że zanim go kupiłam nigdy nie czułam potrzeby, aby po pierwsze mieć taki kosmetyk, a po drugie go używać. Wydawał mi się zupełnie zbędny. Teraz po paru miesiącach stosowania stwierdzam, że nałożenie rozświetlacza na kości policzkowe daje naprawdę fajny efekt – ożywia twarz, uwypukla te partie, na które jest nałożony i nadaje cerze ładny, zdrowy blask. Trzeba z nim tylko uważać, bo jest niesamowicie dobrze napigmentowany i bardzo łatwo z nim przesadzić.

  • Ostatnim prodeuktem kolorowym, który chcę wam dzisiaj pokazać jest paleta Urban Decay NAKED 2, a właściwie nie o samą paletę mi chodzi, a o znajdujący się w niej jasnoróżowy cień Bootycall, który jest ostatnio podstawą mojego makijażu oczu. Uwielbiam go, bo jest delikatny, subtelny. Uwielbiam go za kolor, za to jak ładnie się rozciera, za delikatny i dziewczęcy efekt, który daje na powiekach. To jest po prostu mój idealny cień, bo w takim makijażu oczu, gdzie mam na powiekach właśnie tylko jakiś delikatny, różowy cień, czuję się najlepiej.

PIELĘGNACJA:

  • Jeśli chodzi o pielęgnację, to przede wszystkim chcę wam polecić świetny peeling do ciała TALASSO-SCRUB ANTI-ETA z firmy COLLISTAR, bo on jest po prostu fenomenalny. Bardzo dobrze złuszcza, genialnie nawilża, a do tego przepięknie pachnie cytrusami. Można go stosować i na suchą i na mokrą skórę, w zależności od tego na jak mocnym peelingu nam zależy. Po zmyciu go zostawia na ciele warstwę olejków, przez co skóra po zastosowaniu go jest nie tylko gładka, ale też niesamowicie miękka, nawilżona i wygląda świetnie. Jeżeli lubicie peelingi, to musicie koniecznie go spróbować.

  • W minionym miesiącu zaczęłam też używać nowego kremu pod oczy All About Eyes Rich z Clinique i muszę przyznać, że jest bardzo dobry. Gęsty, treściwy, odżywczy i bardzo dobrze nawilża okolice oczu. I nawet faktycznie – a czego się po nim nie spodziewałam – redukuje zasinienia. W minimalnym stopniu, ale jednak.

  • I na koniec mam dla was perełkę – regenerujące serum do ciała REGENERUM. Naprawdę nie spodziewałam się, że to będzie aż tak dobrze działać. Zazwyczaj balsamy, które są w formie spreju zupełnie się w moim przypadku nie sprawdzały, bo praktycznie wcale nie nawilżały. Z tym jest zupełnie inaczej – jest lekki, szybko się wchłania, łatwo rozprowadza, a przy tym fenomenalnie nawilża. Latem się z nim nie rozstawałam, zresztą teraz, kiedy zrobiło się chłodniej, nadal go używam i ciągle jestem z niego tak samo zadowolona. Gorąco go wam polecam, bo nawet w przypadku skóry suchej się świetnie to serum sprawdza.


Dajcie mi znać w komentarzach, czy używałyście któregoś z tych produktów, które wam dzisiaj pokazałam i co o nich sądzicie. Oczywiście bardzo chętnie przeczytam też, czego wy używałyście w minionym miesiącu i co chciałybyście mi polecić.

Do napisania!

podpis

Jeśli lubicie czytać Spódnice, to możecie dać temu wyraz klikając „Lubię to!” na Spódnicowej twarzoksiążce ;)

Ach, nie zapomnijcie jeszcze zaglądać do Spódnicowego Insta Raju

cropped-Sg.jpg

 

 

SPÓDNICOWY NEWSLETTER

Zapisz się, żeby nie przegapić niczego, co pojawia się na Spódnicach!