7 francuskich komedii, które koniecznie musisz zobaczyć #1

Doszłam do wniosku, że bez wątpienia jestem filmowym frankofilem. Częstotliwość oglądanych przeze mnie wytworów francuskiej kinematografii przekracza ostatnimi czasy granice wszelkiej przyzwoitości, a szczególnie upodobałam sobie wszystkie te produkcje, które to zgodnie z reżyserskim zamysłem mają widza ujmować na wskroś francuskim humorem. Owy humor francuski od zawsze bawił mnie niezmiernie – bardziej od niego rozśmieszają mnie jedynie gagi serwowane w produkcjach brytyjskich – nie dziwne więc, że wszelkie komedie pochodzące z nad Sekwany darzę niebywałą wręcz predylekcją (jednostkom leniwym i nienawykłym do korzystania ze słownika języka polskiego wyjaśniam: predylekcja – skłonność, inklinacja, upodobanie, zamiłowanie). Co więcej, francuskie kino zwykło, poza dozą świetnego humoru w dobrym tonie i urokliwą estetyką, rozpieszczać mnie również niesztampową fabułą, a co nie raz przyprawia mnie o skowyt zawodu w przypadku ogranych amerykańskich produkcji.

Tak też postanowiłam zrobić użytek z moich frankofilskich skłonności i zaprosić was na subiektywny ranking najlepszych francuskich komedii, które koniecznie musicie zobaczyć:


Wyszłam za mąż, zaraz wracam


Na ten film do kina wybrałam się z kompletnego przypadku – ot, chcieliśmy z Lubym w ramach rekompensaty sesyjnych trudów wybrać się do kina, a kiedy do owego kulturalnego przybytku zawitaliśmy, film ten akurat miał się zacząć. I takim oto fuksem zapewniłam sobie dwie godziny przedniej rozrywki.

Film opowiada historię Isabelle, która to podstępem chce uniknąć ciążącego na kobietach z jej rodziny fatum – każda z nich bowiem szczęśliwa była dopiero z drugim mężem. I co więc w takiej sytuacji ma zrobić Isa, skoro nagle odezwał się w niej macierzyński instynkt, a facet, z którym spotyka się od przeszło dziesięciu lat nijak na prokreację bez ożenku przystać nie chce? Do ślubu pozostało raptem kilka tygodni, więc w trosce o pomyślność niedoszłego małżeństwa Isa do spółki z siostrą wpada na iście szatański plan – musi znaleźć delikwenta, którego nakłoni do szybkiego ślubu i jeszcze szybszego rozwodu. I w tym oto momencie sprawa zaczyna się rypać, bowiem do nagranego białego małżeństwa nie dochodzi na skutek nie stawienia się w duńskim urzędzie spragnionego łatwego zarobku – wróć! ożenku! – studenta. Zdesperowana Isa decyduje się więc uwieść pierwszego z brzegu naiwnego frajera i w tym celu za pewnym niesamowicie irytującym egzemplarzem takowego leci do Kenii.


Paryż, Manhattan


Urokliwa komedia, która to moim skromnym zdaniem z klimatem filmów Allena ma o wiele więcej wspólnego, niż owa eskapada poprzez co przyjemniejsze europejskie zakątki utrzymana w tonacji blue, którą to od kilku lat naczelny neurotyk światowej kinematografii zwykł nam serwować. “Paryż, Manhattan” ma wszystko to, co w produkcjach Allena uwielbiamy: neurotycznych, zakręconych i nieprzyzwoicie pozytywnych bohaterów, zabawne dialogi, ciekawą fabułę i urokliwą wielkomiejską oprawę – w tym wypadku jest nią oczywiście Paryż. I jest on w tym filmie tak piękny, jak tylko potrafi być w obiektywie Francuzów. Generalnie film opowiada historię młodej aptekarki, która wszelkie bolączki – czy to własne, czy też cudze – leczy serwując co lepsze twory Allena. Usilnie swatana z coraz to dziwniejszymi absztyfikantami przez swojego uroczego ojca, poznaje w końcu ekscentrycznego speca zajmującego się instalacją dość nietypowych alarmów przeciwwłamaniowych, który nie może wyjść z podziwu nad jej zachwytem Allenem, bowiem sam ma jego filmy za lekko niepoważne. Zabawnie, przyjemnie i nieco neurotycznie.


 Kobieta na Marsie, mężczyzna na Wenus…


 … czyli co stanie się, gdy pewien zakochany z wzajemnością w pracy mąż i pewna sfrustrowana i przytłoczona nadmiarem domowych obowiązków żona postanowią na rok zamienić się rolami: od teraz to ona co rano wbija się w garniaki i przejmuje ster w firmie męża, a on jak na rasową kurę domową przystało gotuje obiadki, masowo produkuje na ubrankach dzieci urocze przypalone wzorki w kształcie żelazka, użera się z wiecznie nieobecną ekipą remontową, wożąc w przerwie latorośle różowym automobilem. Z resztą co ja wam będę tu opowiadać, lepiej sami to zobaczcie!


 Mikołajek i Wakacje Mikołajka


Wiem, to dwa filmy są, ale na potrzeby owego zestawienia potraktowałam je jako jeden (7 brzmi i wygląda lepiej niż 8 ;) )

Mam takie przemożne wrażenie, że wszelkie produkcje targetowane do małolatów o niebo bardziej bawią te nieco większe dzieci zwane potocznie dorosłymi. Tak przynajmniej jest ze mną, kiedy przyglądam się poczynaniom Mikołajka – chłopca biegłego w niezbyt trafnym interpretowaniu otaczającej go rzeczywistości i obdarzonego niebywałą wręcz fantazją w kwestii rozwiązywania wszelkiej maści ważkich kwestii. I sama nie wiem, czy oglądając te filmy bardziej przepadam za owym kilkulatkiem, czy za wyczynami jego szacownych protoplastów, których zabawne gagi i fantazja co rusz przyprawiają mnie o łzy śmiechu (“Drogi Panie”, “Drogi Panie Moucheboume”, czy “Szanowny Panie Moucheboume”? – czyli koronne dywagacje ojca Mikołajka, ilekroć osiąga wyżyny wazeliniarstwa pisząc do swojego szefa – ilekroć to słyszę, to momentalnie parskam śmiechem)


 Pożądanie


Bo to film o pożądaniu jest – w razie, gdybyście się nie domyśleli ;) Ale o takim cholernie dojrzałym pożądaniu, bo w wykonaniu porządnych ludzi, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że chwilowe zauroczenie i fascynacja niekoniecznie są powodem do przekreślenia dość udanego i wieloletniego pożycia małżeńskiego, okraszonego w dodatku potomstwem. A choć oni tacy porządni i w imię rozsądku usiłujący zapanować nad swoimi żądzami, to i tak w pewnym momencie zaczyna ci widzu być przykro, że mimo wszystko razem nie będą… W każdym bądź razie to cholernie pozytywny film, bo opowiada o tym, że nawet w niesprzyjających okolicznościach można się zachować fair. 


 Wspaniała


Szybciutko nakreślę wam fabułę: to komedia romantyczna jest. Całkiem przyjemna z resztą, jednak ja nie o tym tu chciałam. Mam bzika na punkcie stylistyki lat 50. I ten film moje wszelkie ciągoty w tym kierunku zaspokaja. I gdybym miała kiedyś zamienić się na garderoby z jakąś filmową postacią, to bez wątpienie byłaby nią właśnie Rose Pamphyle.


 Nic do oclenia


Czy ksenofobia może być zabawna? Może. I to cholernie. Zwłaszcza, gdy Europa się jednoczy i znosi granice, a na pewnym francusko – belgijskim przejściu granicznym od lat zaciekły spór toczy największy frankofob wśród Belgów i zakochany bez pamięci w siostrze owego frankofoba Francuz. Bezapelacyjnie najlepsza komedia wśród wyżej wymienionych. Niesztampowa fabuła, dialogi, które przyprawią was o konwulsje śmiechu i zapewnią kilkadziesiąt minut przedniej zabawy. To chyba mój ulubiony film jest, tak w ogóle i generalnie. No tak, to moja ulubiona komedia, ever. KONIECZNIE musicie ją zobaczyć!


Uff, na dziś to już wszystko :) Dajcie znać, czy widzieliście któryś z tych filmów i oczywiście dajcie mi cynk, jeśli macie sugestie co do tego, co powinno pojawić się w kolejnych “7 francuskich komediach, które koniecznie musisz zobaczyć”.

Do napisania!

podpis 2

Jeśli lubicie czytać Spódnice, to możecie dać temu wyraz klikając „Lubię to!” na Spódnicowej twarzoksiążce ;)

Ach, nie zapomnijcie jeszcze zaglądać do Spódnicowego Insta Raju

cropped-Sg.jpg

SPÓDNICOWY NEWSLETTER

Zapisz się, żeby nie przegapić niczego, co pojawia się na Spódnicach!