Co studiowanie psychologii robi z człowiekiem

Jako że mamy maj, a maj to matury, a matury to studia, to zaczęłam się zastanawiać nad tym, co te kilka lat psychologii mi dało. I muszę wam przyznać, że jakby się człowiek w trakcie tej swojej wyższej edukacji nie starał, to i tak nieźle mu się w zwoje mózgowe ta psychologia wgryzie…

Po pierwsze już po kilku semestrach zmienia ci się drastycznie sposób percepcji rzeczywistości. Nagle wszystko zaczynasz postrzegać przez pryzmat określonych jednostek chorobowych pojawiających się w klasyfikacjach chorób DSM V i ICD 10, z tym że ty oscylujesz głównie wokół rozdziałów traktujących o zaburzeniach psychicznych. Spotykasz kogoś nieśmiałego – to jak nic fobia społeczna! Luby taki zazdrosny? To syndrom Otella! I nie mamo, kategorycznie nie mam zaburzeń obsesyjno – kompulsywnych, kryteriów diagnostycznych nie spełniam! Heloł!

Co więcej, z racji tego, że z tymi cholernymi klasyfikacjami się nie rozstajesz, a objawy wszystkich tych psychopatologicznych przypadłości masz w małym palcu, sam w końcu zapadasz ma jakże poważną i brzemienną w skutkach chorobę znaną studentom psychologii jako choroba trzeciego roku. Na chorobę trzeciego roku zapadasz w momencie, gdy samodzielnie jako rasowy już i biegły w tej sztuce diagnosta wykryjesz u siebie kolejno: schizofrenie, depresje, zaburzenia osobowości, szereg fobii, a na koniec jeszcze zaburzenia preferencji seksualnych – ewentualnie może wystąpić nieco inna kolejność owych schorzeń, a zależy to w głównej mierze od spisu treści twojego podręcznika do psychopatologii, który – nie czarujmy się – jest w tym momencie wszystkiemu winien.

Studiowanie psychologii niesie za sobą również szereg dość negatywnych skutków społecznych. No nie łudź się, że twoi bliscy nie zaczną na ciebie dziwnie i podejrzliwie patrzeć, gdy okaże się, że znasz z imienia, nazwiska i modus operandi wszystkich seryjnych zabójców z motywów seksualnych, którzy panoszyli się na ziemiach naszych polskich od końca wojny po dzień dzisiejszy i jeszcze chwaląc się tą wiedzą zdradzasz objawy dość niezdrowej w tym wypadku ekscytacji… Albo kiedy na kilka dni przed świętami bożonarodzeniowymi latasz po domu jak oszalały, wrzeszcząc „gdzie są moi psychopaci?!”, „gdzie są moi psychopaci?!” – no bo ty wiesz, że w książce „Psychopaci są wśród nas” zapisałeś sobie przepis na świąteczne pierniki, żeby nie zgubić i żeby nie zapomnieć – stąd tak niekonwencjonalny dobór literatury – ale obawiam się, że twoi bliscy mogą tego faktu świadomi nie być i widząc tę szopkę definitywnie i ostatecznie przykleją ci łatkę wariata. Albo pewnym momencie odkryjesz człowieku, że jakaś dziedzina wybitnie cię w tej psychologicznej materii kręci i zakochasz się na przykład ze wzajemnością we Freudzie. Gwarantuje ci, że wszyscy, ale to absolutnie wszyscy – nawet znajomi z roku – będą cię mieć wtedy za oszołoma.

Ach, i te wszystkie imprezy. Imprezy, na których słyszysz: „O, studiujesz psychologię? A potrafisz czytać w myślach?” ; „Psychologia, tak? Że Freud, tak? O, to pewnie zaraz mi powiesz, że nienormalny jestem!”. I powiem wam, że to nawet do pewnego momentu jest zabawne. Ale dość szybko staje się cholernie irytujące. Nie, nie jestem wróżką, w myślach czytać nie potrafię. I nie, to że studiuje psychologię, wcale nie oznacza, że kocham Freuda miłością czystą i żarliwą, a w przyszłości mam zamiar zająć się neohochsztaplerstwem – nie, wróć! – neopsychoanalizą chciałam powiedzieć. I raczej wisi mi, czy jesteś normalny, czy nie. Choć zapewne nie, jeśli już chcesz wiedzieć, bo nikt z nas tak do końca nie jest :)

A teraz już tak zupełnie poważnie i bez uderzania w sarkastyczne tony. Psychologia niechybnie przyczynia się do tego, że wzrasta w tobie poziom tolerancji i empatii względem innych ludzi. Bo masz świadomość tych wszystkich problemów, krzywd i jednostek chorobowych, z którymi ludzie mogą się borykać. I zanim się na kogoś wściekniesz, bo zachował się tak, a nie inaczej, to kilka razy zastanowisz się nad tym, co nim w tej sytuacji powodowało. I odpuścisz sobie wszczynanie awantur. Bo te studia, z którymi użerasz się od przeszło kilku lat z pewnością nauczyły cię jednego – dostrzegać coś więcej niż koniec własnego nosa.

Do napisania!

podpis

Jeśli lubicie czytać Spódnice, to możecie dać temu wyraz klikając „Lubię to!” na Spódnicowej twarzoksiążce ;)

Ach, nie zapomnijcie jeszcze zaglądać do Spódnicowego Insta Raju

cropped-Sg.jpg

  • Kiedy czytałam o tych piernikach i psychopatach, przypomniało mi się, że rozmawiałam kiedyś z babcią przez telefon i mój mąż napisałam mi na karteczce „spytaj jak się czuje”, bo nie chciał, żeby to usłyszała. Później ta karteczka (samoprzylepna) wylądowała na podręczniku do psychiatrii i niechcący powstał świetny obrazek ;)
    Ja mam wrażenie, że odkąd studiuję psychologię zrobiłam się (jeszcze bardziej) refleksyjna i (wreszcie) bardziej tolerancyjna.
    W zeszłym semestrze przechodziłam chorobę trzeciego roku, a w tym najbardziej podoba mi się psychologia reklamy, więc wczoraj w kinie z największą uwagą przyglądałam się właśnie im ;)
    Dość rzadko spotykam się natomiast z tymi sztampowymi tekstami o psychologii. Pytano mnie za to, czy psychologia jest nauką i (a jakże!) czy jest szansa na zatrudnienie po tym kierunku.
    Fajny tekst :) Pozdrawiam :)

  • Z tym „Studiujesz psychologię? To muszę uważać co mówię, bo pewnie już wszystko o mnie wiesz” to faktycznie ja również pierwsze 5 razy uznałam za zabawny pick-up line, ale przy setnym robi się to jednak irytujące. A jeszcze każdy przy tym myśli, że to taki zabawny tekst :)

    • Bo my psycholodzy tak już mamy: jedno spojrzenie i już wszystko o delikwencie wiemy. I oczywiście uwielbiamy robić wszystkim dookoła psychoanalizę w wolnym czasie ;)

  • Cudo :) Cóż mogę powiedzieć, true story!

  • „Bo te studia, z którymi użerasz się od przeszło kilku lat z pewnością nauczyły cię jednego – dostrzegać coś więcej niż koniec własnego nosa.” – Dokładnie! Świetny tekst :)

    • Dzięki wielkie :) Cieszę się, że Ci się spodobał

  • Bardzo ciekawy wpis! :)

SPÓDNICOWY NEWSLETTER

Zapisz się, żeby nie przegapić niczego, co pojawia się na Spódnicach!