6 rzeczy, których nauczyło mnie 6 lat bycia w związku

Jestem chyba ostatnią osobą, która powinna pisać o związkach.

Mam do całej sprawy tak niesłychanie pragmatyczny stosunek, że raczej mało kto chciałby czytać to, co mam do powiedzenia na temat miłości. No wiecie – wychodzę z założenia, że wszelkie romantyczne uniesienia mają raczej więcej wspólnego z biochemią naszych organizmów, niż z przejawami uczuciowości wyższej. Hormony, ewolucja, instynkt – te sprawy.

I tak, dobrze się domyślacie – to czyni mnie jednostką raczej trudną w codziennym pożyciu.

Jednak ostatnio w moim życiu wydarzyło się coś szczególnego – z moim facetem dobiliśmy do sześciu lat bycia razem. Co niezaprzeczalnie czyni z nas związkowych długodystansowców. I muszę przyznać, że fakt, iż spędziłam z tym człowiekiem jedną czwartą mojego życia przyjemnie mnie cieszy. Poznaliśmy się mając raptem po dziewiętnaście lat, dorastaliśmy razem, zmienialiśmy się, podejmowaliśmy ważne decyzje, zjeździliśmy razem kawałek świata, przeszliśmy przez różne sytuacje, nie zawsze pozytywne i nadal momentami nie możemy się ze sobą nagadać, a wspólnych planów mamy na przynajmniej kolejnych dziesięć lat. I choć żremy się ze sobą nieraz, i choć każde z nas ma ochotę czasem rzucić tym wszystkim w cholerę, to mimo to dobrze nam razem. Poznaliśmy się, dograliśmy i mam takie wrażenie (albo raczej życzenie), że dzięki temu dalej będzie nam jeszcze lepiej.

I choć nie czuję się jakoś specjalnie predysponowana do wypowiadania się na tematy dotyczące damsko-męskich relacji, to jednak wydaje mi się, że po tych sześciu latach mogę mieć coś ciekawego do powiedzenia. Jak zaczęłam się nad tym zastanawiać, to doszłam do sześciu w miarę ważnych wniosków. Tak akurat na szóstą rocznicę.

Przede wszystkim – ludzie się ze sobą kłócą.

Co więcej, bardzo dobrze, że to robią. Bycie razem wcale nie jest tak proste, jak się ludziom wydaje. No może w początkowych fazach jest szalenie proste, ale w momencie kiedy bardziej się angażujemy i wiemy już, że ta relacja będzie raczej relacją długoterminową, to trzeba się ze sobą jakoś dogadać. Jakoś zgrać ze sobą dwa życia, dwie codzienności i czasem zupełnie różne przyzwyczajenia. Po prostu musimy się siebie nawzajem nauczyć, stworzyć sobie instrukcję obsługi drugiego człowieka. Musimy się ze sobą dotrzeć. I to niestety czasem będzie wymagało rzucenia talerzem o ścianę. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje nastroje, nie jesteśmy idealni i każdy z nas w jakimś stopniu jest wrzodem na dupie. I czasem trzeba się ze sobą pokłócić. Bo jak się ludzie nie kłócą, to się frustrują, a to nie kończy się dobrze. Nieporozumienia są normalne. Życie nie jest tak idealne i cacane, jak próbują wmówić nam to producenci komedii romantycznych – związki nie polegają na tym, że ludzie zawsze we wszystkim będą się ze sobą zgadzać, a pierwsza kłótnia jest bezsprzecznie powodem do rozstania, bo skoro się kłócimy, to nic z nas już nie będzie. Bzdura. Kłócić się trzeba, bo dzięki kłótniom każde z nas jest w stanie wyznaczyć swoje granice, możemy się w ten sposób ze sobą dograć i łatwiej się nam potem razem funkcjonuje.

Z drugiej strony – nie warto szarpać się ze sobą o bzdury.

I strzelać raz za razem fochów. Nie tylko w relacjach damsko-męskich, ale po prostu w międzyludzkich jestem jak najbardziej za tym, żeby komunikować innym wprost, o co nam chodzi i co nam przeszkadza. A nie spodziewać się, że druga osoba będzie analizowała każde nasze westchnienie i kropkę w SMS’ie, doszukując się tam ukrytych podtekstów. No błagam – to nie podstawówka! Zwłaszcza laski lubią bawić się w takie miłosne podchody. Problem w tym, że facet to nie jasnowidz, a po kilku takich akcjach straci pewnie w końcu cierpliwość i nie będzie chciało mu się już angażować w bzdurną analizę takich mrzonek. No przynajmniej ja bym się wściekła, gdyby ktoś próbował ze mną tak pogrywać. Tak też – ułatwiajcie sobie życie i walcie prosto z mostu, o co wam biega.

Do związku trzeba dojrzeć.

Najpierw sami powinniśmy dojść do ładu ze sobą, bo tylko wtedy możemy stworzyć coś wartościowego z drugim człowiekiem. Musimy być gotowi na to, żeby dbać o tą relację, pracować nad nią. Nic nigdy nie jest nam dane raz na zawsze, to że ktoś zdecydował się z nami być wcale nie oznacza, że nie kopnie nas w tyłek kiedy zauważy, że zupełnie nie zależy nam na tym, co mamy. W związku nie zawsze jest kolorowo – mamy swoje problemy, sprzeczki, w pewnym momencie orientujemy się, że od miesiąca gnijemy na kanapie i zżera nas rutyna. I wtedy trzeba się trochę wysilić, żeby uporać się z tą sytuacją. Znacie tą anegdotkę o gonieniu króliczka? Zdradzę Wam pewien sekret – jego nie da się złapać. I o to chodzi – żeby zawsze się starać.

Mam wrażenie, że ani nie ciągnie do siebie ludzi bardzo podobnych, ani tych zupełnie różnych.

Fajnie, kiedy się różnimy – mamy inne zainteresowania, zajmujemy się czymś innym, bo to jest intrygujące, pociąga nas. Fajnie, kiedy druga osoba pokaże nam coś, o czym dotychczas nie mieliśmy pojęcia, kiedy możemy nauczyć się od niej czegoś nowego. Z drugiej strony jeśli nie mamy zupełnie żadnych wspólnych mianowników, raczej ciężko będzie nam się dogadać, spędzać razem czas. Skrajny domator raczej nie dogada się z kimś, kto każdą wolną chwilę spędza nie na oglądaniu Netflixa, a na zjeżdżaniu wszystkich okolicznych pagórków na rowerze, prawda?

Tak coś czuję, że najważniejsza w całym tym zamieszaniu jest po prostu przyjaźń.

Współczesne koncepcje psychologiczne dotyczące miłości mówią, że każda taka relacja międzyludzka składa się zasadniczo z trzech komponentów: namiętności, intymności i zaangażowania. Na różnych etapach związku każdy z tych składników pojawia się z nieco innym natężeniem. I kiedy po pewnym czasie znajomości koktajl hormonalny przestanie buzować w nas z aż taką siłą i zaczniemy patrzeć na wszystko nieco trzeźwiejszym okiem, fajnie żebyśmy mogli wtedy dysponować czymś innym, niż tylko niepohamowanym pociągiem fizycznym. Po prostu fajnie jest być z człowiekiem, o którym możemy powiedzieć, że jest to nasz najlepszy przyjaciel. Najbliższa osoba w kosmosie. Która wie o nas wszystko i której można powiedzieć wszystko. I przy której nigdy nie brakuje tematów do rozmów, nawet po sześciu latach.

I na koniec – czułość.

Drobne, miłe gesty. Troska. Bliskość. Nigdy o tym nie zapominajcie, bo to bardzo ważne.

Do napisania!

Daria

Podziel się:
Facebook
Google+
http://www.spodnicewgore.pl/6-rzeczy-ktorych-nauczylo-mnie-6-lat-bycia-w-zwiazku/
Twitter
SPÓDNICOWY NEWSLETTER

Zapisz się, żeby nie przegapić niczego, co pojawia się na Spódnicach!

     
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial