5 produkcji, które warto obejrzeć na Netflixie

Jeśli czytacie mnie od jakiegoś czasu, to pewnie zdążyliście się zorientować, jak bardzo uwielbiam Netflixa. Odkąd po raz pierwszy się zalogowałam jesienią zeszłego roku, tak przyssałam się do niego na dobre. Po tych kilku miesiącach zdążyłam dość dobrze zapoznać się z ofertą tej platformy i dlatego dziś chciałabym polecić Wam kilka z moich ulubionych produkcji, które możecie obejrzeć na Netflixie.

Choć teraz trudno mi w to uwierzyć, jeszcze parę lat temu zupełnie gardziłam serialami – wszyscy oglądali, ja nie. No nie obchodziło mnie to. Znajomi się zachwycali – Broadchurch, Game of Thrones, Orange is the new Black – mnie to nie ruszało.

Nie było wtedy jeszcze polskiej wersji Netflixa, seriale HBO niezbyt mnie interesowały, a nielegalne oglądanie na jakiś lewych internetowych serwisach mnie nie bawiło i nadal nie bawi. Dla mnie takie piracenie jest po prostu nie fair wobec osób, które tworzą serial, czy film. Za każdą taką produkcją stoją ludzie, ich pomysły i ich ciężka praca – no powiedzcie sami, gdyby to była WASZA ciężka praca, to raczej wolelibyście, żeby ktoś wam za nią płacił, zamiast nielegalnie wam ją kraść, prawda? Ja przynajmniej wychodzę z takiego założenia, dlatego oglądam seriale na platformach, za dostęp do których płacę, chodzę do kina, kupuję filmy na DVD i korzystam z pewnego – mogłoby się wydawać obecnie już dość prehistorycznego – wynalazku, jakim jest wypożyczalnia filmów. Mam zresztą takie wrażenie, że teraz korzystanie z wypożyczalni jest jak kolekcjonowanie płyt gramofonowych, albo renowacja PRL-owskich mebli – to takie oldschoolowe (i bardzo przyjemne) hobby. I tak robiąc, czuję, że jestem w porządku. I to daje mi sporą satysfakcję, dlatego Was też do tego gorąco namawiam.

No dobra, nieco zboczyłam z tematu. Wracając do głównego wątku: w pewnym momencie jednak zupełnie mi się odmieniło. Nie pamiętam już za sprawą jakiego serialu się to stało, ale z poziomu zupełnego serialowego ignoranta dość szybko przeskoczyłam na poziom fanatycznego miłośnika. A w momencie, kiedy odkryłam Netflixa i zyskałam dostęp do całej masy fajnych produkcji, ta serialo-faza jeszcze mi się zaostrzyła.

Dlatego dzisiaj chciałam Wam polecić kilka ciekawych rzeczy, które możecie obejrzeć właśnie na tej platformie. Mogę się założyć, że nie jest to pierwszy i jedyny taki post – Netflix ma za wiele do zaoferowania, żeby o tym nie pisać 😉

Dziś mam dla Was oprócz seriali też jeden bardzo pozytywny film i super zabawny stand-up.

To co, zaczynamy?


Grace & Frankie


Trzy sezony łyknęłam w kilka dni, bo tak mi się ten serial spodobał. Sam ten fakt powinien być dla Was dobrą rekomendacją 😀

Serial opowiada historię dwóch kobiet, które nie do końca za sobą przepadają, ale pewne życiowe okoliczności zmuszają je do zamieszkania razem. Te okoliczności to ich mężowie, którzy po pięciu dekadach małżeństwa oznajmiają swoim żonom, że od jakiś dwudziestu lat nie są wyłącznie wspólnikami i przyjaciółmi – są również parą. I właśnie dojrzeli do decyzji, że chcą wyjść z szafy i wspólnie spędzić jesień życia. Każda z żon, nie wiedząc, że ta druga ma dokładnie taki sam plan, przytłoczona i zdruzgotana sytuacją ucieka do letniskowego domu, który obie pary przed laty wspólnie kupiły. I choć początkowo nie są zachwycone wspólnym towarzystwem, to po jakimś czasie zaczynają się nawet dość dobrze dogadywać – w końcu kto zrozumie porzuconą przez męża geja kobietę lepiej, niż druga kobieta w takiej samej sytuacji?

Cała historia jest niesamowicie zabawna – główne bohaterki są od siebie tak różne, że zamknięcie ich razem w jednym domu skutkuje całą masą komicznych sytuacji. Jane Fonda gra Grace – zasadniczą, elegancką kobietę, która przed przejściem na emeryturę z powodzeniem prowadziła własną firmę kosmetyczną. Lily Tomlin jako Frankie jest jej zupełnym przeciwieństwem –  w końcu to malarka, medytująca, biegająca po domu z kadzidełkami, trzymająca w lodówce zapasy marihuany i mrucząca pod nosem mantry. Gwarantuję Wam godziny niezłej zabawy, zwłaszcza że w tle utarczek między głównymi bohaterkami non-stop przewijają się ich byli mężowie i gromadka równie oryginalnych, co reszta bohaterów dorosłych dzieci.

Wiecie za co najbardziej lubię ten serial? Za to, że oglądając go zaczynam fantazjować o tym, jak będzie wyglądało moje życie, kiedy będę w wielu Grace i Frankie. Jakby na to nie patrzeć, to właśnie ta grupa wiekowa jest zupełnie ignorowana zarówno przez społeczeństwo, jak i kinematografię. Tak jakby życie po siedemdziesiątce nie istniało. A istnieje i może być zajebiste. Mając siedemdziesiąt lat można się zakochać, całkowicie zmienić swoje życie, założyć firmę i generalnie mieć się świetnie. I fajnie, że w eter idzie taki przekaz. Bardzo mi się to podoba.


Cześć, mam na imię Doris


Kolejna propozycja nawiązuje nieco do poprzedniej, ponieważ bohaterka jest rówieśniczką Gracie i Frankie. Co niezmiernie mi się podoba, bo stanowczo za mało mamy w kinie historii o dojrzałych kobietach.

Doris może wydawać się nieco ekscentryczna, no wiecie – jest starą panną, cierpiącą na patologiczne zbieractwo, z kotem i dość specyficznym wizerunkiem, który obfituje w panterki, kolorowe oprawki okularów, wstążki i dopinane treski. Przez całe życie Doris mieszkała ze swoją matką, jednak kiedy ta umiera, Doris postanawia zrobić coś ze swoim życiem i zawalczyć o marzenia, zwłaszcza że wpadł jej w oko sporo młodszy od niej kolega z pracy.

„Cześć, mam na imię Doris” jest bardzo ciepłym i przyjemny filmem. I ma bardzo pozytywne przesłanie – nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić. I kto powiedział, że mając sześćdziesiąt lat nie można się zakochać, zacząć słuchać psychodelicznego elektro-popu i nauczyć się korzystać z portali społecznościowych? Życiem można się cieszyć niezależnie od metryki, wystarczy chcieć.


Szefowa


Na początek zaznaczę, że przed obejrzeniem tego serialu nie miałam pojęcia, czym jest/było Nasty Gal, ani nie czytałam nigdy książki Sophii Amoruso „#GIRLBOSS”. Więc oceniam sam serial, a nie stojącą za nim autentyczną historię. A serial spodobał mi się do tego stopnia, że cała serię łyknęłam w dwa dni.

Serial opowiada historię dziewczyny, którą nieco przerosła dorosłość. Nie może znaleźć sobie stałej pracy, chcą ją eksmitować z mieszkania, a w skrajnych przypadkach zdarza się jej nawet jeść ze śmietników. Ma jednak niezaprzeczalny talent do wyszukiwania perełek w second handach i w pewnym momencie wpada na pomysł, żeby zacząć sprzedawać je na eBay’u. From zero to hero – fajnie ogląda się, jak Sophia ogarnia się życiowo i od podstaw buduje swój ubraniowy biznes. Polecam.


Amy Schumer: The Leather Special


Amy Schumer ma dość specyficzne poczucie humoru – jest bezkompromisowa i nie bez powodu ma etykietkę seks komiczki. Nie wszystkich muszą bawić dowcipy o waginach i życiu seksualnym Amy, ale ja osobiście oglądając jej programy tarzam się po podłodze ze śmiechu. Choć niektórym te stand-upy mogą wydawać się niesmaczne, to uważam, że są potrzebne – seksualność kobiet nadal pozostaje w sferze tabu i większości z nas nie zdarza się o tym publicznie rozmawiać. Dobrze więc, że jest ktoś taki, jak Amy Schumer – dzięki jej seksualnym wpadkom, o których tak chętnie publicznie opowiada, może choć część kobiet przestanie być aż tak pruderyjna w tej kwestii.

Polecam i na zachętę zostawiam Wam tu zwiastun:

Dalej


Santa Clarita Diet


Już kiedyś na blogu wspominałam Wam o tym serialu, ale jest na tyle przyjemny i zabawny, że mam ochotę polecić go Wam po raz kolejny.

Fabuła jest mniej więcej taka – Shila wraz z mężem są agentami nieruchomości, podczas pokazywania domu jednym z klientów, dostaje gwałtownych – nazwijmy to – torsji i od tego momentu zaczyna się dość dziwnie zachowywać. Jest impulsywna, lekko agresywna, a co najważniejsze – nieumarła. Tak, Sheila jest zombie. Dlaczego tak się stało – tego wraz z mężem będą próbowali się dowiedzieć. Póki co Sheila w przypływie chwili kupuje wypasione Land Rovery, podgryza kolegów z pracy i nosząc różową pelerynkę poluje na gburowatych kierowców Porsche. Generalnie – jest zabawnie. Polecam.


Dobra, ode mnie na dziś to już tyle. Znacie i lubicie którąś z tych produkcji? Koniecznie napiszcie mi w komentarzach też o tym, co sami lubicie ostatnio oglądać 😊

Do napisania!

Daria

JEŚLI SPODOBAŁ CI SIĘ TEN POST, TO POPCHNIJ GO DALEJ W INTERNET I UDOSTĘPNIJ

 👇🏻

  • O, o Amy był bardzo fajny artykuł niedawno w Wysokich Obcasach Ekstra… Muszę jej spróbować, ze wszych stron na mnie wpada :)

    • Czytałam – uwielbiam WO, dla mnie to jedyna gazeta dedykowana kobietom, którą warto czytać 👍🏻

  • Każdy taki post coraz bardziej przekonuje mnie do zalogowania na platformę.

    • Tylko uważaj – jak raz się zalogujesz, to przepadniesz 😉

SPÓDNICOWY NEWSLETTER

Zapisz się, żeby nie przegapić niczego, co pojawia się na Spódnicach!